Tak więc urodziłem się w Egipcie. Przepiękny kraj! Moja matka, sama
Sfinks, władczyni wszystkiego co żyje, otaczała mnie jak najlepszą
opieką. Pewnego dnia, usłyszałem jej rozmowę z Egipską Boginią Izydą:
- Wyobraź sobie, Izydo, że jest coś, o nazwie Europa. Są tam góry i lasy i rzeki, ale jest... bardzo zimno!
- Tak? Nie przepadam za zimnem. Jeśli chcesz mówić dalej, Sfinks idź do Amaunet; mojej znajomej.
Po tych słowach Izyda oddaliła się i poszła do swojego męża Ozyrysa. Natychmiast wyskoczyłem przed matkę, i rzekłem:
- Matko, gdzie jest ta cała Europa?
- Ach, skąd ty wiesz o Europie? Czyżbyś podsłuchiwał mnie i Izydę?
Matka mówiła tonem, którego wolałem unikać, więc błyskawicznie
odszedłem. Mimo tego zapragnąłem dostać się do Europy. Przeczuwałem, że
to daleko więc zacząłem szukać sobie jakiegoś transportu. Napotkałem
stado antylop, i wskoczyłem na jej grzbiet. Opierała się początkowo, ale
potem posłusznie ruszyła. Nazwałem ją Lily. Po kilku miesiącach
wędrówki i przeprawiania się przez rzeki i morza, dotarliśmy do Europy.
Potem, dołączyłem do tego stada.
Kocie wąsy są tak czułe, że potrafią znaleźć drogę przez najmniejsze szczeliny złamanego serca.
środa, 29 stycznia 2014
Od Black'a-,,Moja przeszłość i nowe życie...''
Już od dawna zastanawiam się czy nie zakończyć życia samotnika.
Dotychczas nie wychodziło mi skończenie z moim trybem życia. Razem z
Keisim podróżujemy już kupe czasu. Z nudów zacząłem biec a mój dzielny
towarzysz przyśpieszył tępo w powietrzu. Z cwaniackim uśmiechem
kierowałem się w stronę jakiejś łąki. Nagle stanąłem , ryjąc łapami w
śniegu. Wstałem szybko i się otrzepałem.
-Keisi! Choć no tu!
Krzyknąłem. Ponieważ na śniegu widnaiły ślady kocich łap. Jedne były większe...hmm pokaźny kot lub kocica. A następne były mniejsze.
-To koty?
Spytał niepewnie Keisi.
-Jak nie jak tak.
Uśmiechnąłem się po swoiemu. Miałem szansę by już nie być samotnikiem. Nagle ujżałem w oddali kocice. Podbiegłem do niej.
-Hejka.
Mruknąłem.
-Chwila...
Zastanowiła się poważnie.
-Co tu tu robisz, nie znam Cię!
Lekko prychnęła. Nastawiłem się do ataku.
-Jestem samotnikiem...chce zakończyć to. Chce mieć...stado?
-Stado? To dobrze się składa. Jestem Vene. Mam tutaj stado Kotóe Veneficus.
-Ładna nazwa...z twojego imienia?
-Tak. A ty jak się nazywasz?
-Black jestem...a to mój odwieczny towarzysz Keisi.
Posłałem jej uśmiech. Lekko zastanowiony i niepewny powiedziałem.
-Chiałbym dołączyć.
-Na serio?
-Tak.
-To super.
Powiedziała poszedłem za nią.
-Powiesz mi coś o sobie?
Spytała.
-Noo....od zawsze byłem samotnikiem. Ale od dziś to zamknięty in zakurzony rozdział.
Mrugnąłem do niej.
(Vene ;-) ?)
-Keisi! Choć no tu!
Krzyknąłem. Ponieważ na śniegu widnaiły ślady kocich łap. Jedne były większe...hmm pokaźny kot lub kocica. A następne były mniejsze.
-To koty?
Spytał niepewnie Keisi.
-Jak nie jak tak.
Uśmiechnąłem się po swoiemu. Miałem szansę by już nie być samotnikiem. Nagle ujżałem w oddali kocice. Podbiegłem do niej.
-Hejka.
Mruknąłem.
-Chwila...
Zastanowiła się poważnie.
-Co tu tu robisz, nie znam Cię!
Lekko prychnęła. Nastawiłem się do ataku.
-Jestem samotnikiem...chce zakończyć to. Chce mieć...stado?
-Stado? To dobrze się składa. Jestem Vene. Mam tutaj stado Kotóe Veneficus.
-Ładna nazwa...z twojego imienia?
-Tak. A ty jak się nazywasz?
-Black jestem...a to mój odwieczny towarzysz Keisi.
Posłałem jej uśmiech. Lekko zastanowiony i niepewny powiedziałem.
-Chiałbym dołączyć.
-Na serio?
-Tak.
-To super.
Powiedziała poszedłem za nią.
-Powiesz mi coś o sobie?
Spytała.
-Noo....od zawsze byłem samotnikiem. Ale od dziś to zamknięty in zakurzony rozdział.
Mrugnąłem do niej.
(Vene ;-) ?)
Od Gepardzicy
-Spoko.
Uśmiechnęłam się cwaniacko. I zgrabnie mknąc oddaliłam się od niej. Ja się zgubuć...ehe. Trafiłam na teren z zamrożoną trawą. Zaczęłam stąpać powoli. A kępki trawy kuły lub łaskotały w łapy. To była pewnie ich tutejsza łąka. Kiedy tak szłam, nagle rozpostarł się krajobraz gór.
-Omg...
Wyszeptałam. Potrząc w górę. No górę..na górę. Z uśmiechem zaczęłam biec. Trochę mi to zajęło ale byłam na samym czubku. Widziałam z tamtąd zamarźnięte jeźioro. Piękny wodospad. I jakąś chyba..hmm...plażę. Nagle w oddali drzewo. Różowe. Zbiegłam z góry śmiejąc się w niebogłosy. Byłam sama ale jaki ubaw. Zaczęło się ściemniać. Ale chciałam jeszcze zwiedzić to drzewo. Ale okazało się że nie sama...
-O wróciłaś.
Powiedziała Vene.
-Taa.
Mruknęłam ale potem się zaśmiałam.
-Tutaj śpimy.
Zamyśliłam się. No dobra, nie będę wybrzydzać.
-A i musisz wybrać stanowisko.
Uśmiechnęła się. Wskoczyłam na wyrzszą gałąź drzewa.
-Hmmm....coś proponujesz?
Mrugnęłam.
(Vene?)
Uśmiechnęłam się cwaniacko. I zgrabnie mknąc oddaliłam się od niej. Ja się zgubuć...ehe. Trafiłam na teren z zamrożoną trawą. Zaczęłam stąpać powoli. A kępki trawy kuły lub łaskotały w łapy. To była pewnie ich tutejsza łąka. Kiedy tak szłam, nagle rozpostarł się krajobraz gór.
-Omg...
Wyszeptałam. Potrząc w górę. No górę..na górę. Z uśmiechem zaczęłam biec. Trochę mi to zajęło ale byłam na samym czubku. Widziałam z tamtąd zamarźnięte jeźioro. Piękny wodospad. I jakąś chyba..hmm...plażę. Nagle w oddali drzewo. Różowe. Zbiegłam z góry śmiejąc się w niebogłosy. Byłam sama ale jaki ubaw. Zaczęło się ściemniać. Ale chciałam jeszcze zwiedzić to drzewo. Ale okazało się że nie sama...
-O wróciłaś.
Powiedziała Vene.
-Taa.
Mruknęłam ale potem się zaśmiałam.
-Tutaj śpimy.
Zamyśliłam się. No dobra, nie będę wybrzydzać.
-A i musisz wybrać stanowisko.
Uśmiechnęła się. Wskoczyłam na wyrzszą gałąź drzewa.
-Hmmm....coś proponujesz?
Mrugnęłam.
(Vene?)
wtorek, 28 stycznia 2014
Od Skazy C.D Vene
Żywym krokiem ruszyłem za kotką.
- Właściwie, to jak się nazywasz? - zagadnęła po chwili marszu.
- Skaza. - burknąłem. - A ty...?
- Vene.- odparła łagodnie i tutaj nasza rozmowa znów zacięła się na kilka minut. Dotarliśmy pod wielkie drzewo w nietypowym kolorze. Zwisające długie gałęzie przypominały wierzbę, ale barwa liści była różowa. Jeszcze dziwniejsze było to, że owa roślina w ogóle miała liście. - w końcu mamy zimę! Podszedłem do grubego pnia Drzewa Tajemnic i poczułem emitujące od niego ciepło. Podniosłem łeb w górę.
- Gdzie to stado? - zagadnąłem, a Vene zarumieniła się lekko.
- No cóż... jesteś pierwszym jej członkiem. Znaczy drugim, zaraz po mnie. Wkrótce dołączy więcej kotów. Czuję to... - westchnęła z lubością. Wdrapałem się na najniższą gałąź i jak zabity rzuciłem się na jej przyjemną korę.
<Vene?>
- Właściwie, to jak się nazywasz? - zagadnęła po chwili marszu.
- Skaza. - burknąłem. - A ty...?
- Vene.- odparła łagodnie i tutaj nasza rozmowa znów zacięła się na kilka minut. Dotarliśmy pod wielkie drzewo w nietypowym kolorze. Zwisające długie gałęzie przypominały wierzbę, ale barwa liści była różowa. Jeszcze dziwniejsze było to, że owa roślina w ogóle miała liście. - w końcu mamy zimę! Podszedłem do grubego pnia Drzewa Tajemnic i poczułem emitujące od niego ciepło. Podniosłem łeb w górę.
- Gdzie to stado? - zagadnąłem, a Vene zarumieniła się lekko.
- No cóż... jesteś pierwszym jej członkiem. Znaczy drugim, zaraz po mnie. Wkrótce dołączy więcej kotów. Czuję to... - westchnęła z lubością. Wdrapałem się na najniższą gałąź i jak zabity rzuciłem się na jej przyjemną korę.
<Vene?>
Od Vene C.D Moon'a
-W sumie... I tak nie mam nic do roboty.
-Super. Więc chodźmy. -powiedział.
-Najpierw może pokażę ci Wodospad... Moim zdaniem jest najładniejszy, bo jest tam zawsze cicho i nikt tam nie chodzi. -uśmiechnęłam się lekko.
Oprowadzałam go tak z kilka godzin, nie wiem, jakoś nie zwracałam uwagi na czas. Później jeszcze poszliśmy coś upolować. Padło na to, że bażanta. Po zjedzeniu posiłku miałam ochotę na drzemkę. Udałam się więc na nasze drzewo. Tak spałam długo. Chyba do rana.
<Moon? >
-Super. Więc chodźmy. -powiedział.
-Najpierw może pokażę ci Wodospad... Moim zdaniem jest najładniejszy, bo jest tam zawsze cicho i nikt tam nie chodzi. -uśmiechnęłam się lekko.
Oprowadzałam go tak z kilka godzin, nie wiem, jakoś nie zwracałam uwagi na czas. Później jeszcze poszliśmy coś upolować. Padło na to, że bażanta. Po zjedzeniu posiłku miałam ochotę na drzemkę. Udałam się więc na nasze drzewo. Tak spałam długo. Chyba do rana.
<Moon? >
Od Moon'a C.D Vene
- No właśnie, nie.. szukam czegoś
- Może dołączysz do mojego? - A mogę? - zapytałem z nadzieją - No pewnie- uśmiechnęła się - Wspaniale- uśmiechnąłem się - z miłą chęcią.. oprowadzisz mnie? <Vene?> |
Od Vene C.D Moon'a
Stado siedziało na polanie, była ładna pogoda. Jakoś nie chciało mi się tam siedzieć. Wolałam sama podumać nad jeziorem, albo wdrapać się na Drzewo Tajemnic i siedzieć tak do wieczora. Pałętałam się po terenach. Gapiłam się w ziemię, nie zwarzając na to, co jest przede mną. No i miałam. Nagle na kogoś wpadłam. Po chwili stałam już na łapach, gapiąc się na kota. Po zamienieniu z nim kilku słów, przedstawił się. Miał na imię Moon.
-Vene. -uśmiechnęłam się. -Należysz do jakiegoś stada?
<Moon, dokończysz? >
-Vene. -uśmiechnęłam się. -Należysz do jakiegoś stada?
<Moon, dokończysz? >
Od Moon'a
Ciągła wędrówka.. głupie uczucie, że ktoś
mnie śledzi, że ktoś jest blisko. Pobiegłem przed siebie, sprawdziłem
okolice. Ktoś tu jest, pomyślałem, wiele kotów, uśmiechnąłem się i
przyspieszyłem kroku. Usłyszałem szelest, odwróciłem się, nikogo nie
było, a przynajmniej tak mi się zdawało. Nie zwracając uwagi na to co
się za mną czaiło, ruszyłem przed siebie. Widziałem kilka kotów, Za
dużo, stwierdziłem, może jest tu ktoś kot siedzi pojedynczo?, pomyślałem
z nadzieją.
Wróciłem się i skierowałem na wschód, okrążając koty. Nagle poczułem, że na kogoś wpadłem. - Przepraszam - wymamrotałem - Nie zauważyłem cię - nie jesteś stąd - stwierdził nieznajomy głos - Nie... to jakieś stado? - zapytałem otwierając oczy i ujrzałem kotkę, w sumie dość ładną, stwierdziłem. - Tak, moje stado - odparła - Mhm... jestem Moon - uśmiechnąłem się < Vene?> |
||
Od Vene C.D Skazy
Szliśmy jeszcze chwilę w milczeniu. Dotarliśmy do Drzewa Tajemnic. Po długiej ciszy odezwałam się:
-Na drzewie śpi całe stado. Chciałbyś może... dołączyć? -zerknęłam na niego pytająco.
-W sumie... I tak nie mam gdzie się podziać.
-Super! Chodź, pokażę ci resztę. Zobaczysz, jak tutaj jest ładnie!
-Na drzewie śpi całe stado. Chciałbyś może... dołączyć? -zerknęłam na niego pytająco.
-W sumie... I tak nie mam gdzie się podziać.
-Super! Chodź, pokażę ci resztę. Zobaczysz, jak tutaj jest ładnie!
Od Skazy do Vene
Byłem zmęczony. Sam nie wiedziałem co mam począć. Wiedziałem, że jestem
na czyichś terenach, ale nigdzie nie mogłem znaleźć żadnego kota.
Położyłem się pod rozłożystym drzewem by chwilę odpocząć. Zdrzemnąłem
się chwilę, a po przebudzeniu zacząłem się tarzać w dywanie suchych,
żółtych liści. Kiedy leżałem na boku, niespodziewanie coś mignęło w
oddali. Szybko zerwałem się i zacząłem biec w tamtym kierunku.
Dobiegłszy na miejsce, nic nie znalazłem. Zacząłem węszyć, lecz nie
trwało to zbyt długo, ponieważ usłyszałem za sobą niezadowolony głos:
- Czego tu szukasz? Nie wiesz, że nie wchodzi się na cudze tereny?
Odwróciłem się i zobaczyłem szaro-białą kocicę. Stanąłem dumnie.
- Jestem Skaza. Szukam dowódcy tego... przybytku. - oznajmiłem, jednak kotka nadal mi nie ufała, więc dodałem:
- Masz śliczne oczy.
Ona zaś zmierzyła mnie wzrokiem i rzekła tajemniczo:
- Chodź za mną.
Szliśmy w milczeniu. Ja zbytnio nie lubię rozmów, ale chciałem dobrze wypaść, by zostać zaakceptowanym.
- Co to za miejsce? - zacząłem. Kocica spojrzał na mnie i po chwili milczenia odpowiedziała:
- Okolice Drzewa Tajemnic.
Ja zaś rozejrzałem się dookoła i burknąłem cicho:
- Czarująco...
<Vene?>
- Czego tu szukasz? Nie wiesz, że nie wchodzi się na cudze tereny?
Odwróciłem się i zobaczyłem szaro-białą kocicę. Stanąłem dumnie.
- Jestem Skaza. Szukam dowódcy tego... przybytku. - oznajmiłem, jednak kotka nadal mi nie ufała, więc dodałem:
- Masz śliczne oczy.
Ona zaś zmierzyła mnie wzrokiem i rzekła tajemniczo:
- Chodź za mną.
Szliśmy w milczeniu. Ja zbytnio nie lubię rozmów, ale chciałem dobrze wypaść, by zostać zaakceptowanym.
- Co to za miejsce? - zacząłem. Kocica spojrzał na mnie i po chwili milczenia odpowiedziała:
- Okolice Drzewa Tajemnic.
Ja zaś rozejrzałem się dookoła i burknąłem cicho:
- Czarująco...
<Vene?>
Od Vene C.D Gepardzicy
Chwilę na nią popatrzyłam. Wyglądała miło. Popatrzyłam pytająco na Skazę. Ten skinął głową.
-Więc...hmmm... Może chciałabyś dołączyć do nas? W sumie jest nas na razie nie wielu...
-Chętnie dołączę. -uśmiechnęła się.
-To może cię oprowadzę? -zapytałam.
-Nie musisz. Sama się rozejrzę.
-Spoko... Tylko się nie zgub. -zachichotałam.
<Gepardzica? :)>
-Więc...hmmm... Może chciałabyś dołączyć do nas? W sumie jest nas na razie nie wielu...
-Chętnie dołączę. -uśmiechnęła się.
-To może cię oprowadzę? -zapytałam.
-Nie musisz. Sama się rozejrzę.
-Spoko... Tylko się nie zgub. -zachichotałam.
<Gepardzica? :)>
Od Gepardzicy
Czułam że nie jestem tu sama. Odkąd
odłączyłam się od moich przyjaciół nie znalazłam czegoś dla mnie. Że też
tak jest. Z lekkim i zadziornym uśmiechem brnęłam przez jakiś
czas...przez las. Snułam się...nagle coś zaryczało. I wylądowało obok
mnie. Kiedy piach opadł zobaczyłam sokoła.
-Clarie nie strasz... Burknęłam śmiechem . Przewróciłąm oczyma. -Śmieszne ...naprawdę. Fochnęła się na chwilę. Zaśmiałam się cicho. Szłyśmy tak spory kawał czasu. Clarie wbiła się w powietrze. Wiem jak nie lubi chodzić. Jej miejsce jest na niebie. Nagle usłyszałam jej głos: -Widzę kocice! Zaalarmowała. -Jest niedaleko! Dalej leciała .Nastawiłam uszy. Zaczęłam wąchać. Tak kocica, nieznajomy zapach. Usłysząłam szelest w krzakach. Bez zastanowienia przybrałam postawę bojową. Kiedy wyszła z krzaków wyskoczyłąm na nią i ,,przybiłam'' ją od ziemi. Nagle wyskoczył kot i zdjął mnie z niej. Prychnęłam ostro. Clarie szybko podleciała. -Kim jesteś? Zapytała kocica ...pusząc się. -Intruzem. Zaśmiałam się łobuziersko. A potem dodałam: -Gepardzica. Szukam...hmm...stada. No wiadomo stado by mi się przydało. Popatrzyłam po nich... (Vene?) |
||
poniedziałek, 27 stycznia 2014
Witajcie!
Witam Was serdecznie na moim bloggu! :) Cóż mogę powiedzieć? Jest on jakby kontynuacją Stada Kocich Tajemnic. Postanowiłam założyć nowy. Zapraszam więc do dołączenia!
Vene ;)
Vene ;)
Subskrybuj:
Posty (Atom)